Spadła w ciemny dół
mroczny strój.
Czuje głód
energii Twego ciała.
Wysysa powoli.
Wiesz, że to cholernie boli.
Nieziemsko przystojny Pan,
oczu ciemnych blask.
Bezwiednie
w niemocy dusza i ciało.
Pali skórę dotyk twój.
Pozwól odejść znów.
Wróci tu.
Nie odda jej nikomu, cóż.
Spada znów
w jego ramionach
Uziemiona znów.
Miłość czy uzależnienie?